zab

niedziela, 18 grudnia 2011

Tosty niepewnie francuskie

Niepewnie, bo nie wiem, czy po za nazwą mają dużo z Francją wspólnego, ale założę, że tak.
Po za tym, że są jednym z ciekawych zastosowań przedwczorajszego pieczywa - idealnie nadają się na cudowne, rodzinne, poprawiające nastrój śniadanie w pochmurny zimowy poranek. Z filiżanką parującej cudownym ciepłem i kuszącej aromatem herbaty (albo kawy, jak kto woli) - mrrrrrrrrr. Życie od razu staje się piękniejsze.

Zasadniczo można je podawać z czym kto chce. Można położyć na nie ser, wędlinkę, warzywa, można czekoladę, albo cukier puder. Ale moja wersja jest oczywiście najsłuszniejsza. Najpiękniej złocista. Najobłędniej pachnąca W ogóle naj!.

Potrzebujemy:
  • 4 kromek czerstwego pieczywa (ale ze świeżego też się da ;) )
  • 2 jaj
  • szczypty soli
  • 4 łyżek miodu (dałam akacjowy)
  • 4 szczypt cynamonu
  • 4 łyżek (potężnych) domowego musu z jabłek, albo powideł śliwkowych (bez cukru)
  • oliwa lub olej do smażenia
Jaja roztrzepujemy widelcem z solą. Olej rozgrzewamy na patelni. Kromki chleba maczamy z dwu stron w jajku i smażymy (z dwu stron) na złociście. Jeśli są bardzo wysuszone możemy wcześniej skropić je lekko wodą lub mlekiem.
Każdy tost polewamy miodem i opruszamy cynamonem. Podajemy z owocami i czymś przepysznym do picia.

Miłych zimowych poranków :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz