Święta idą i już mnie kręci w nosie :D Dlatego wymyśliłam wołowinę (ulubione mięsiwo Przemka) w grzańcu (który lubimy oboje). Dodam, że specem od mięs nie jestem, bom długo praktykowała wegetarianizm, niemniej intensywnie się dokształcam. Wyszła - palce lizać.
Potrzeba:
- karkówka wołowa bez kości
- jasny sos sojowy
- szczypta soli
- pieprz do smaku
- dwa goździki
- kilka kulek ziela angielskiego
- kilka zmielonych ziaren kolendry
- szklanka czerwonego wina
- dwie łyżki soku malinowego
- otarta skórka z cytryny i połówki pomarańczy (wcześniej umyć i sparzyć!)
- odrobina masła/oleju
- szklanka bulionu/wody
Wołowinę kroimy na satysfakcjonujące plastry opruszamy solą i pieprzem, po czym obsmażamy z dwu stron na rozgrzanym tłuszczu. Wlewamy wino i sok, wrzucamy ziele angielskie, kolendrę i goździki. Dusimy krowinę do miękkości, w miarę odparowywania płynu dolewając bulion/wodę. Pod koniec dodajemy skórkę i ew. jeszcze pieprz, doprawiamy sosem sojowym.
Sos można zagęścić zasmażką, ale ja zostawiłam taki "rzadki".
Aromat niebiański, smak - tudzież.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz