Bez ryżu i szafranu nie ma paelli. Z drugiej strony ja popełniłam barbarzyństwo, podrabiając szafran kurkumą. Ale wyszło pysznie, więc czuję się usprawiedliwiona.
Ten hiszpański eintopf ma w sobie smak słońca. I ma moją ulubioną zaletę kulinarną - jest plastyczny i uniwersalny. Można tam nawrzucać różności.
Podobno najlepiej szykować paellę na ogniu z drewna, albo grillu - zyskuje wtedy dymny aromat, ale ja zrobiłam na gazie i też smakowała... mrrrrrrrrrrrrr :)
Do tej konkretnej wersji potrzeba:
- pół szklanki ryżu (średnioziarnisty jest najlepszy)
- 2 szklanki bulionu (ale jak dodacie wody i np. kostkę rosołową, to świat nie zginie)
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- nitka - dwie szafranu
- ok pół kilo krewetek
- pół czerwonej papryki
- mała cebula
- ząbek czosnku
- oliwa
- sok z cytryny
- pęczek natki pietruszki
- garść fasolki szparagowej
- sól, pieprz - do smaku
- łyżka masła
Fasolkę obieramy i płuczemy. Dodajemy do ryżu, gotujemy nadal (jakieś 10 min). Dorzucamy krewetki i pokrojoną paprykę, i pomidory (na jeszcze 15-20 min).
Masło roztapiamy w rondelku, dodajemy szafran, mieszamy dokładnie i dolewamy do ryżu.
Solimy, pieprzymy, zdejmujemy z ognia, dodajemy posiekaną natkę i sok z cytryny (do smaku).
Odstawiamy, żeby nieco przestygła, bo paelli nie należy jeść na gorąco.
Nie zdążyłam sfotografować, bo pożarliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz