Są to kluczowe pozycje na mojej liście smaków.
Np. takie szparagi... Ubóstwiam. Szparagów nie może być za dużo. To zwyczajnie niemożliwe. Nie mogą być za często. Szparagi są genialne! W każdym kolorze (ale białe lepsze), o każdej porze, w każdej wersji, w ilościach najlepiej hurtowych.
Chrzanić czekoladę - szparagi... Mrrrrrrrrrrrrrr... To jest nektar i ambrozja w jednym.
Dodać należy, że choć w każdej postaci są absolutnie pyszne i cudowne, to jednak wersja najprostsza, z wody z mlekiem lub na parze, z odrobiną soli i masełkiem jest traktowana priorytetowo. Każda inna, to już jednak kombinowanie i marnowanie dobrych szparagów (co nie znaczy, że jej nie wtrząchnę trzęsąc uszami - w końcu to szparagi!).
Kukurydzę z wody również darzę sentymentem, choć już nie takim (dawno temu, kiedy byłam mała sprzedawano jakieś inne, mniej słodkie odmiany).
Ale warzywem, które szparagom dorównuje (co najmniej!) jest BÓB.
Ubóstwiam. Bobu nie może być za dużo. To zwyczajnie niemożliwe. Nie może być za często. Bób jest genialny! O każdej porze, w każdej wersji, w ilościach najlepiej hurtowych, etc., etc., etc...
To w ogóle ciekawe zjawisko taki bób! Uprawiany już w neolicie, rozpowszechniony w Afryce, Europie i Azji, tani na tyle, że dostępny warstwom najuboższym. Co istotne Bogaty w białko, wapń, błonnik, witaminy B1, B2, PP, C i prowitaminy A, fosfor, żelazo, magnez i karoten, sycący i... Niskokaloryczny (85 kcal w 100 g)! Nie zawiera też cholesterolu.
Rzekłabym warzywo idealne.
Z przyrządzaniem jest podobnie jak ze szparagami - najprościej znaczy najpyszniej. Kombinowanie jest pyszne, ale... to kombinowanie.
Przepis na bób maminy, uwiewi00rczony.
Składniki:
- bób (nie napiszę tyle ile dacie radę zjeść, powiedzmy tyle ile akurat macie)
- kilka ząbków czosnku
- sól
- solidna łycha masła
- koperek (duuuuuuużo)
- skórka otarta z umytej i sparzonej cytryny
Wysyp do michy, dorzuć masło, żeby się roztopiło, jeśli gotowałaś na parze, to posól do smaku i dorzuć posiekany koperek oraz skórkę.
Konsumuj familijnie z jednej michy. Mrrrrrrrrrrrr... Dzikie rozkosze!
Uwaga! Większość znanych mi ludzi preferuje z nieznanych mi przyczyn (wrażliwe żołądki?) bób łuskany (ręcznie po ugotowaniu). Jednakowoż wychodząc z założenia, że nic tak dobrego nie należy marnować pochopnie - osobiście pochłaniam i zawartość i skórkę i resztkę szypułki. Czynię tak od dzieciństwa i jak dotąd mojemu koziemu żołądkowi nic nie dolega.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz