zab

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeziębienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeziębienie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2015

Gruszkowo mi

Naszła mnie ochota na smażony makaron z cukrem, ale nie wytrzymałam banału i zaczęłam kombinować.

Wykorzystałam:

  • ugotowany makaron
  • masło
  • cukier zamknięty z laską wanilii i gwiazdką anyżu 
  • gruszkę 
  • gałkę muszkatołową
  • rożek anyżowej gwiazdki (mogłyby go zastąpić zielone nasiona kopru włoskiego lub jego kwiaty, ale za wcześnie na nie)
  • 3-4 goździki
  • drobina z jagody jałowca
Makaron przesmażamy krótko na maśle z cukrem, wkrajamy gruszkę (ja nie obieram), nie przykrywamy patelni. Czujnie co jakiś czas mieszamy. Tłuczemy na proszek goździki z anyżem i jałowcem  (o d r o b i n ą, jest gorzki), ścieramy większą szczyptę gałki muszkatołowej, dodajemy do makaronu. Jeszcze chwilę mieszamy - i już. Całość trwa mniej niż dziesięć minut. Świetne także na zimno.

niedziela, 6 lipca 2014

Kordiał polski

Wiecie, że są nacje co nie znają BURAKA!!!
Są.
Dzięki opatrzności żyjemy w kraju, gdzie zacne to warzywo ceni się i hołubi (bo i jest za co).

Ja jednakowoż przyznam się szczerze, że o ile w zupie, czy innej mieszaninie smaków - to i owszem, chętnie, o tyle tak solo to nie przepadam za ziemnym smakiem tego cudu natury.

Tym bardziej cieszę się, że znalazłam sposób na przyrządzenie ich tak, że mogę wchłaniać kilogramami i bez niczego.
Ale, ale!
Buraczki buraczkami, ale w procesie tym otrzymuje się też najpyszniejszy na świecie KWAS BURACZANY - rzecz tak wyśmienitą, jak zdrową (zwłaszcza w obniżeniach odporności, czy sezonach grypowych polecaną, ale i dla robali wszelkich i innych pasożytów zabójczą).

O zacności smaku niech zaświadczy fakt, że przy pierwszym podejściu Ora wszamała cztery kawałki i wypiła, niemal duszkiem, kielich kwasu (po czym to wyglądała jak młodociana, niezbyt schludna wampirka). Następnego ranka zaś, tuż po przebudzeniu zażądała "soku buraczkowego!".

Kiszone buraczki

Buraki kisiłam kilkakrotnie w uboższy sposób na barszcz wigilijny, ale ta metoda jest zdecydowanie lepsza (i na barszcz też się nada).

Składniki:
  • ok. kilograma buraków (najlepsze będą małe i średnie)
  • przegotowana, wystudzona woda i sól w proporcji łyżka-półtorej na litr
  • 3 ząbki czosnku
  • tradycyjny zestaw do kiszenia ogórków (liść i kwiatostan kopru, korzeń i/lub liść chrzanu, ew. liść dębu/wiśni/czarnej porzeczki)
  • kilka ziaren pieprzu
  • ok pół łyżeczki ziaren kolendry
Buraki obieramy, kroimy w dogodne kawałki (ja pokroiłam małe w ćwiartki, a większe w ósemki, ale plastry też będą ok).
Czosnek obieramy i kroimy ząbki na pół.

W słoiku układamy warstwami buraki i czosnek (zostawcie u góry trochę miejsca na "zielsko", no i na kwas :D.
Dodajemy przyprawy i zioła, dociskamy wszystko.
Zalewamy osoloną wodą (tak, żeby z naddatkiem pokryła buraki), szczelnie zakręcamy. Potrząsamy słoikiem, żeby pozbyć się spomiędzy buraków pęcherzyków powietrza.

Przez kilka dni przetrzymujemy w temperaturze pokojowej, następnie (kiedy pojawi się piana) przenosimy do lodówki.

I pochłaniamy!!



niedziela, 23 marca 2014

Zdrowo i czekoladowo

Krem jaglano-owocowo-czekoladowy jest nie dość, że wyborny, to dietetyczny (nie zawiera cukru ani tłuszczu, po za tym z kakao) i baaardzo, bardzo zdrowy (krzemionka! zasadotwórczość! żelazo! miedź! magnez! witaminy z grupy B! lecytyna! antyoksydanty! epikatechina! flawonoidy! wapń! chrom! naturalne salicylany! mangan! cynk! fosfor! potas! błonnik!witaminy K, E i C! polifenole! kwas foliowy!).
Dodatkowo powiem, że jaglankę w tej postaci kupuje nie tylko Ora, ale i Przemko, a to już coś ;D

Bierzemy:
Kaszę płuczemy i gotujemy w półtora szklanki wody. Kiedy już wrze - dodajemy daktyle, wiórki i śliwki. Kasza wchłonie całą wodę i sok ze śliwek - zdejmujemy ją z ognia i studzimy. Następnie miksujemy na w-miarę-gładki krem. Dodajemy sól, migdały, cynamon i kakao wg. upodobania.

Smacznego!

piątek, 20 grudnia 2013

Kisiel na bolące gardziołko

Za kisielem zasadniczo nie przepadam. Ale ten, wyjątkowo - nie dość,  że zdrowy, świetny dla katowanych kaszlem śluzówek (wiedzieliście, że gotowane gruszki tak mają?) i ogólnie zmęczonego chorobą organizmu - jest też pyszny. No i - co w tym wypadku ma duże znaczenie - łatwy do przełknięcia. Odkąd Ora pokasłuje gotuję o na śniadanie co drugi - trzeci dzień. Zwłaszcza, że Dziewczę jest (po Tatusiu) wielką admiratorką słodkich, jędrnych konferencji.
stąd
Na kisiel-na-gardła-chorości potrzebujecie:
  • jednej dorodnej gruszki
  • łyżki zmielonego siemienia lnianego
  • dwóch łyżek kaszy jaglanej
  • garści suszonej żurawiny
  • szczypty cynamonu
  • małego kawałka imbiru (jakiś cm2)
 Gruszki myjecie, obieracie, odgniazdowujecie i kroicie na niewielkie kawałki. Imbir obieracie. Wrzucacie, razem z całą resztą do gara. Zalewacie szklanką wody. Gotujecie do uzyskania pożądanego stopnia papkowatości. Ewentualnie do miękkości, a potem miksujecie, ale mi się nie chce :D

Smacznego i zdrowego :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Chlebek warsztatowo-dyniowy

Pieczony z Aurorą, w ramach akcji "Dziecko na Warsztat kulinarny"

Potrzebne:
  • coś koło 2 szklanek aktywnego zakwasu
  • dwie szklanki mąki żytniej, razowej
  • szklanka mąki żytniej
  • 1/3 szklanki mąki tortowej
  •  łyżka soli
  • nieco ponad pół szklanki upieczonej i zmiksowanej dyni (użyłyśmy hokkaido)
  • łyżeczka mielonej kozieradki
  • łyżeczka nasion kminku
  • łyżeczka ziaren czarnuszki
  • pół pęczka pietruszki
  • mała garstka siemienia lnianego
 Pietruszkę siekamy. Wszystko hurtem wrzucamy do michy. Miąchamy i wyrabiamy, aż dobrze się połączy (nic to, że wściekle lepi się do rąk - tak być ma). Potem miąchamy jeszcze trochę, żeby "zaczęło żyć". A potem jeszcze trochę, żeby było chlebkowi przyjemnie.

Dobrze wyrobione ciasto wkładamy do piekarnika (można w tej misce, w której je wyrabialiście) nastawionego na ok. 40C, na 20' (mój piekarnik grzeje nieco mocniej - jakieś 50C, ale i tak się udaje).

Mokrymi rękoma przekładamy ciasto do foremki, wyłożonej papierem do pieczenia (lub liśćmi chrzanu, łopianu lub kapusty ;) ). 

Uwaga! Folia się nie sprawdza. 

My upiekłyśmy w tortownicy, ale można w dowolnej, pod warunkiem, że ciasto wypełni ją do połowy maksymalnie.

Teraz zwilżamy wierzch i odkładamy formę, przykrytą ściereczką, w ciepłe miejsce (kaloryfer, nasłoneczniony parapet, ale nie piekarnik - mówię z doświadczenia - nie idźcie tą drogą :D). I dajemy się powygrzewać jakąś godzinę. Choć 2-3 też będzie dobrze :D. Co jakiś czas możemy zwilżyć wierzch - skórka będzie wtedy delikatniejsza.

Pieczemy w 180C przez ok. 70'

Jeszcze gorący chleb wyciągamy z pieca, formy i papieru (ostrożnie), układamy na kratce, żeby obsechł. Wierzch możemy po raz ostatni posmarować wodą.


Fotorelacja z warsztatu: TU

wtorek, 16 kwietnia 2013

Pieczona zupa

Właściwie bardziej jesienno-zimowa, niż wiosenna, ale patrząc na aurę ostatnimi czasy to... Sami wiecie.
Zupa kremowa, aksamitna, sycąca, aromatyczna i (!) z dynią - czyli jak lubię :D

Potrzebujemy:
  • esencjonalnego bulionu drobiowego (ja ugotowałam indyczy - bierze się kawałek mięsa z kością i odrobiną tłuszczu i dłuuuuuuuugo gotuje na wolnym ogniu, żeby tylko "mrugało", aż mięso samo od kości zacznie odchodzić)
  • jakieś pół kilo dyni
  • średniej pietruszki
  • dużej marchewki
  • małego selera
  • średniej cebuli
  • trzech dużych (lub więcej małych) zębów czosnku
  • trzech średnich ziemniaków
  • liścia laurowego
  • kilku kulek ziela angielskiego
  • trzech goździków
  • szczypty kuminu
  • nieco tymianku
  • lubczyku
  • ew. sos sojowy
  • łyżka - dwie oleju kokosowego
  • kilku gałązek kolendry
  • szczypty suszonej mięty
  • szczypty chili
  • kawałka świeżego imbiru
  • opcjonalnie kawałka sera typu feta lub oscypka
  • soku z cytryny
Marchew, pietruszkę i selera szorujemy szczoteczką, dynię przekrawamy na pół i usuwamy pestki, cebulę obieramy i przekrawamy na pół. Wszystko plus (nieobrany) czosnek układamy na blaszce i wkładamy do pieca nagrzanego do 200C, aż skórka nie zacznie się robić brązowa, a miąższ miękki (czosnek będzie trzeba wyjąć wcześniej, kiedy zmięknie, a marchewkę i pietruszkę potrzymać odrobinę dłużej.

Ziemniaki obieramy i gotujemy do miękkości.

Wybieramy łyżką miąższ z dyni. Dodajemy cebulę, wyciśnięty lub obrany z łupinek czosnek, pietruszkę i marchew, seler przekrawamy i wybieramy miąższ łyżką lub  po prostu usuwamy przypieczoną zewnętrzną warstwę nożem. Dodajemy ziemniaki i wszystko miksujemy z niewielką ilością bulionu (żeby uzyskać krem).

Dodajemy przyprawy (po za kolendrą) według upodobania, olej kokosowy i podgrzewamy wszystko przez dziesięć minut, starając się nie dopuścić do wrzenia.


Doprawiamy sokiem z cytryny. Podajemy posypaną kolendrą i pokruszonym serem, z kawałkami indyczego mięsa i grzankami, a co :D

poniedziałek, 4 lutego 2013

Bułeczki antybiotyczne

Upiekłam je dla smaku, ale i we właściwym momencie, bo Dziewczę coś słabowało (już przestało) a i mnie do gardła się coś paskudnego klei.
Uwaga! Fotografować trzeba szybko, bo znikają błyskawicznie.
Oprócz tego, że domowy chleb w ogóle zdrowszy jest, bo nie zawiera różnych świństw pododawanych (No chyba, że pieczecie z gotowej mieszanki mąk - tam niestety często też dodają różne "kwiatki" - czytajcie składy!), to ten zawiera seler (który jest proodpornościowy, przeciwzapalny, przeciwbólowy, detoksykacyjny i antyoksydacyjny, zawiera tyle witamin i innych dobrodziejstw, co średniej wielkości apteka, zresztą sami poczytajcie TUTAJ), czarnuszkę (Która działa jak naturalny antybiotyk, bakteriobójczo i przeciwzapalnie, ale także wspomaga urodę. Stosowała ją nawet boska Kleo. Swoją drogą ciekawe, czy Nigella L. używa w kuchni nigelli ;). Aha! Czarnuszka jest też mlekopędna :D), cebulę, której walory lecznicze są powszechnie znane (Wiecie, że kto nie je cebuli, temu się rozum kuli? :D) oraz proszek curry, który stanowi mieszaninę składników rozgrzewających i antybiotycznych.

wszystkie grafiki stąd

Bierzemy:
  • ok 2 szklanki wybudzonego, nakarmionego zakwasu (daję tyle, ile mi wyjdzie)
  • trzy szklanki mąki żytniej, chlebowej
  • 1/3 szklanki mąki tortowej, pszennej
  • pół średniego selera
  • małą cebulę
  • łyżkę ziaren czarnuszki
  • łyżkę proszku curry
  • łyżkę soli
  • w razie potrzeby letnią wodę
Seler gotujemy do miękkości. Siekamy bardzo drobno razem z cebulą (można użyć robota czy blendera, albo zetrzeć na grubej tarce). Ze wszystkich składników zagniatamy i wyrabiamy ciasto. Dolewamy tyle wody ile potrzeba, ciasto ma być dość "lepkie", foremkowe, nie bochenkowe.

"Wyrastamy" przez 20 minut w 40C. Po czym wkładamy do foremek (ja użyłam małych, silikonowych, do muffinek, a resztę ciasta włożyłam w silikonową keksówkę i upiekłam chlebek) i odstawiamy, pod ściereczką, w ciepłe miejsce na jakieś 4 godziny (wierzch smarujemy wodą).

Pieczemy 70' w 180C.

Wyciągamy z foremek, układamy na kratce, jeszcze raz smarujemy wodą.

Bułeczki są dość wilgotne, bardzo wyraziste w smaku i przepyszne.
Podobno ciepły chleb jest niezdrowy, ale organizmy mojej rodziny temu przeczą. Taka rozerwana paluchami bułeczka, z rozpływającym się masełkiem... Mrrrrrrrrrrrrr...

piątek, 21 grudnia 2012

Dobre na koniec świata, czyli nic się nie marnuje, czyli ocet siedmiozłodziejski

No dobra, octem siedmiu złodziei (dobry na dżumę ;) ) nie będę Was raczyć. Przyszedł mi do głowy, bo ogólnie na Gałczyńskiego mam nastrój.

A przepis będzie na ocet jabłkowy. Oszczędnościowy, eko, i pro.

Niedawno jedna znajoma bardzo mnie nań namawiała, bo to pono ma dużą zawartość potasu, fosforu, chloru, sodu, magnezu, wapnia, siarki, żelaza, fluoru, krzemu i innych śladowych pierwiastków, i dobre na odporność, i na urodę, i dla dzieci się nadaje, i dla karmiących/ciężarnych, i na dolegliwości wszelakie, nieomal na raka i skrofuły ;) Tutaj możecie poczytać i tu.

Ja zrobiłam w celach głównie  kulinarnych, ale szklankę octowej "lemoniadki" prozdrowotnościowej (łyżka octu, łyżeczka miodu, szklanka wody) wypiłam i nie jest zła.

Ocet zrobiłam z najpyszniejszych jabłek z ogrodu Babci M.
No dobra, jabła pożarłam wespół z Familią, a ocet zrobiłam z obierek i ogryzków :D Co się będą marnować!

Ocet robi się tak:
bierzemy
  • obierki i ogryzki z jabłek
  • wodę przegotowaną
  • miód lub cukier - łyżeczka na szklankę wody
Jabłkowe resztki kroimy na kawałki i wrzucamy do słoja lub gara. Zalewamy wodą z cukrem tak, żeby je tylko przykryła (będą wypływać, ale trudno). Przykrywamy gazą, zostawiamy w spokoju i zapomnieniu na cztery tygodnie. Jak sobie przypomnimy co jakiś czas, to możemy łychą zamieszać, żeby wypływające obierki nie popleśniały.

Następnie zlewamy we flaszki, cedząc wcześniej i używamy wedle woli.

Zero chemii, samo zdrowie, cudowny aromat prawdziwych jabłek i smak :D


czwartek, 16 grudnia 2010

Herbatka z tymianku

Jego nazwa pochodzi z języka greckiego, od słowa "thymon", co znaczy "odważny". Podobno jego ziele stanowiło lek na nieśmiałość.

Oprócz tego, że jest wyśmienitą przyprawą do mięs, jaj, twarogów, sałatek, nieodzowną w kuchni francuskiej - ma wiele innych zastosowań. 

Tymianek znano już w starożytności. Egipcjanie stosowali go do kadzideł i mumifikacji zwłok. Samarytanie używali go jako środka bakteriobójczego na 3000 lat p.n.e.

Jest rośliną leczniczą. Ma działanie bakterio- i grzybobójcze oraz wykrztuśne. Zawarte w liściach substancje wykazują również działanie przeciwutleniające. Zawarte w nim olejki eteryczne stosuje się w aromaterapii (polecam, na wszelkie kaszle i katary, a także na obolałość ogólną).

A wykrztuśnie można sobie zaaplikować herbatkę z tymianku. Łyżeczkę suszonego ziela zalej wrzątkiem i parz ok. 10 min. Możesz osłodzić miodem. Pij dwa razy dziennie, ale maksymalnie trzy godziny przed snem.

Testowałam na sobie - działa.

Syrop z buraka na kaszel

Z powodu chorowania (wyjątkowo jak na mnie wrednego w objawach) testuję na sobie wszystkie tradycyjne metody leczenia, jakie pamiętam. Oto pierwszy:

Potrzeba:
  • buraka
  • pół szklanki miodu (lipowy najlepszy :D)

Buraka umyj, obierz i zetrzyj na tarce z grubymi oczkami, lub pokrój drobno. Wrzuć w słoik, dodaj miód.

Odstaw na jeden dzień, w ciepłe miejsce, co jakiś czas potrząśnij. Pij łyżeczkę 2 razy dziennie.

Po za łagodzeniem kaszlu i działaniem "antyprzeziębieniowym" taki syrop wzmacnia odporność organizmu i pomaga w powstawaniu czerwonych ciałek krwi. Zawiera kwas foliowy, potas, witaminę C, wapń i magnez.