Do jedzenia szpinaku z puszki (jak
Popeye) nie zachęcam, ale szpinakowe kotlety pyszne są i nawet, jeśli nie zawierają tyle żelaza jak głosi propaganda, i nie wyrosną Wam od nich bicepsy wielkości głowy, to i tak zachęcam do spróbowania. Tym bardziej, że proste jak barszcz.
Składniki:
- 2 jaja
- bułka tarta
- szpinak - ja dodałam pół mrożonki, czyli jakieś 220g
- gałka muszkatołowa (łyżeczka)
- sól, pieprz
- ząb czosnku (raczej średniego)
- olej do smażenia
- ew. kawałek sera (może być żółty, może wędzony, rewelacyjny jest też oscypek)
Jaja, szpinak (rozmrożony, jeśli z mrożonki, posiekany dość drobno, jeśli świeży), świeżo startą gałkę i przepuszczony przez praskę ząbek czosnku wymieszaj na gładko, i dodaj tyle bułki, żeby uzyskać konsystencję umożliwiającą formowanie kotletów. Dopraw solą i pieprzem. Smaż z obu stron, na brązowo-chrupko, na oleju, na rozgrzanej patelni. Pod koniec smażenia drugiej strony możesz na każdym kotlecie ułożyć plasterek sera (tylko na tyle, żeby się roztopił).
Pychota!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz