zab

wtorek, 18 października 2011

Gruszki z lampy

Alladyna. Tak pachną. Są trochę, jak październikowe marzenie o świętach, a trochę jak opowieści Szecherezady. Są upajające.

Potrzebujemy:
  • dojrzałych gruszek
  • nieco wanilii
  • otartej skórki ze (sparzonej wcześniej) pomarańczy
  • cynamonu
(Jeśli ktoś lubi zmielone goździki, kardamon, czy nawet chili, to gruszki się na nie też absolutnie nie obrażą, ale moje zawierały zestaw wypunktowany li jedynie :) )

Gruszki obieramy, kroimy na ćwiartki usuwając gniazda nasienne i wrzucamy do gara. Na dno wlewamy odrobinkę wody. Stawiamy na małym ogniu pod przykryciem. Kiedy zaczną bulgotać i puszczą sok (moje puściły tyle, że wyglądało to jak kompot) odkrywamy i gotujemy na małym ogniu, aż się zredukują do konsystencji musu (albo dowolnej - nam odpowiadającej). Uwaga: to trwa. Tuż przed końcem dodajemy skórkę. Zdejmujemy z ognia, dodajemy resztę przypraw.

Gruszki są tak słodkie, że naprawdę nie potrzebują dodatkowego cukru. Ale jak ktoś chce, to nic się od tego nie zepsuje. No chyba że zęby ;).

Ładujemy do czystych słoików, zakręcamy, pasteryzujemy. Mlask i mniam!
Smacznego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz